Kawał czasu kazał na siebie czekać ten tekst. Najpierw musiałem ochłonąć po powrocie, później nie bardzo wiedziałem jak się za niego zabrać a czas leciał. Ale udało się, wpis gotowy, zapraszam więc na biegową wycieczkę po Wielkim Jabłku (mniam)!
Kawał czasu kazał na siebie czekać ten tekst. Najpierw musiałem ochłonąć po powrocie, później nie bardzo wiedziałem jak się za niego zabrać a czas leciał. Ale udało się, wpis gotowy, zapraszam więc na biegową wycieczkę po Wielkim Jabłku (mniam)!
Ostatnimi czasy moja aktywność blogowa była ograniczona. Wynika to z faktu że nie biegam - cały czas walczę z Achillesem. Wakacje jednak za nami, coś tam się działo więc podsumuję to sobie odrobinę. W zasadzie chyba bardziej dla siebie, bo co czytelnicy mogą tu znaleźć dla siebie ciekawego? Chyba nic, także... nie czytajcie :)
Tradycyjnie po skończonym biegu z serii World Marathon Majors, czas na małą refleksję na temat mojej podróży przez serię, którą wymarzyłem sobie wiele, wiele lat temu.
Długo zajęło mi przygotowanie tego wpisu. Po części wynikło to z faktu, że nie jest tak łatwo ochłonąć i przekuć w tekst te wszystkie emocje, które towarzyszyły mi w czasie tej podróży. Ale udało się! Szanowni Państwo, oto moja relacja z 129. Boston Marathon, zapraszam serdecznie do czytania!
Skończył się luty, czas mocniej w buty! Jest biegowy progres względem ostatnich miesięcy. To cieszy.
Za mną pierwszy miesiąc roku. Teoretycznie miał stanowić początki moich przygotowań do 129. Boston Marathon. Ale czy faktycznie stanowił? Zapraszam do podsumowania.
Za nami rok 2024. To był mój najlepszy rok w całej mojej kilkunastoletniej przygodzie z bieganiem. Zapraszam do podsumowania, tym razem dla zabawy, podany w formie alfabetycznych skojarzeń.
Zastanawiam się czy jest sens podsumowywać kolejny miesiąc w którym nic się nie wydarzyło - przynajmniej z biegowego punktu widzenia. No dobra, raz pobiegłem i kilka razy poszedłem w góry. Pięta nadal dokucza. Koniec podsumowania.
Mimozami jesień się zaczyyyyna.... Uwielbiam jesień. Bieganie w żółtych płomieniach liści szczególnie przypadło mi do serca. Tyle że....nie biegam. Akcja liśc dębu roztrenowanie w toku. Tak więc zamiast tradycyjnego podsumowania, kilka okołobiegowych (jesiennych) refleksji.
Tytuł tego wpisu powinien brzmieć: "moja maratońska droga na ograniczonym kilometrażu" lub coś w ten deseń, ale nikogo by to pewnie nie interesowało. Dlatego musiałem się uciec do podstępu i dać jakiś chwytliwy, muhahaha. Mimo wszystko jesteś zainteresowany? To zapraszam do lektury.
Mój jubileuszowy, dziesiąty maraton przechodzi do historii. To był dla mnie bardzo ważny bieg, wieńczący pewien etap mojej biegowej przygody.
Wrzesień był chyba najbardziej intensywnym i obfitym w biegowe żniwa miesiącem w moim życiu! Działo się co nie miara i nie starczy jeden wpis (ani nawet dwa) aby to jakoś rzetelnie opisać. Na wszystko jednak przyjdzie czas, tak jak teraz jest czas na miesięczne podsumowanie!
Za mną jeden z najważniejszych sprawdzianów tego sezonu: start w półmaratonie, który miał mi pokazać gdzie znajduję się z maratońskimi przygotowaniami a przy okazji stanowił wspaniałą okazję do podreperowania życiówki na tym dystansie.
Za mną przedostatni miesiąc przygotowań do Maratonu Warszawskiego. Przede mną ostatnie 4 tygodnie z niewielkim okładem.
Lipiec to prawdziwy emocjonalny rollercoster. Powiadają że są dwa rodzaje problemów: takie których nie możemy rozwiązać i takie które rozwiążą się same, wobec czego nie warto się żadnymi z nich przejmować. Czy jest tak faktycznie? Hmm, zapraszam do podsumowania.
Czerwiec jest moim pierwszym pełnym miesiącem przygotowawczym do wrześniowego Maratonu Warszawskiego.
Maj był miesiącem odpoczynku po kwietniowym maratonie i zarazem wprowadzeniem do przygotowań do jesiennego startu na dystansie 42km.